7 pomysłów na minimalistyczne święta

O Świętach niejedno słyszałam: że są dla dzieci, że to magiczny czas, że wtedy gasną wszystkie spory. Nie da się ukryć, że to też czas większych wydatków i rozpusty. Chyba nam “Last Christmas” i widok Mikołaja rozum trochę odbiera. Masz tak? Kupujesz więcej niż przez cały rok? Nie przejmuj się, zobacz, co robią minimaliści (albo próbują robić, bo jednak siła ducha Świąt czasem jest nie do pokonania).

1. Rezygnują z prezentów

No może nie tak w 100%. Zacznijmy od zrezygnowania z bycia obdarowywanym, bo niedawanie to wyższa szkoła jazdy i za duży szok dla niektórych (wiadomo, siostrzeniec będzie do upadłego z lupą szukał prezentu od was pod choinką, po co go narażać ;)).

Ja co roku zaklinam się, że nie chcę prezentów, bo ja wszystko mam. Jest w tym trochę kłamstwa, bo w końcu, co jakiś czas sama się obdarowuję. Ale trudno jest mi pogodzić się z rozsyłaniem bliskim zamówień na prezenty. Zalatuje mi to nieuzasadnioną roszczeniowością. A naprawdę nie oczekuję prezentów.

Jak to wygląda w praktyce? Oczywiście, większość osób nie posłucha. To dla niektórych granica nie do przejścia – nie wypada bez prezentu i koniec.

Mam na to swoją sprawdzoną strategię – wymieniam kategorie produktów, które i tak kupuję, używam, przydadzą mi się: kawa, herbata, świeczki, skarpetki, czekolada, wino. Po pierwsze wiem, że to nie nadwyręży nawet skromnych budżetów, po drugie – nie będzie zalegało na moich półkach. Zresztą, o czym ja gadam – na moich półkach brak wolnych miejsc, przepraszamy.

Jeśli wiem, że ktoś uwielbia robótki ręczne, z pasji masowo produkuje ręcznie robione świece, dżemy czy wyszywa serwetki, to wiem, o co poprosić. Prezentem numer jeden od mojej babci były szaliki, czapki, rękawiczki i serwetki. Jej sprawiało przyjemność już samo podsuwanie mi gazetki z serwetkami, żebym wybrała wzór. Takie prezenty to ja kocham. Oczywiście, nie ma mowy, żebym prosiła o taki prezent kogoś, kto na tych produktach zarabia, nie ma czasu albo wymaga specjalnego, dodatkowego wysiłku, żeby mi coś przygotować. To już dla mnie za wiele.

2. Wybierają prezenty hand-made


Jako nastolatka byłam królową prezentów hand-made. Żeby kupić prezenty, musiałbym wziąć kasę od mamy albo babci, a już wtedy wiedziałam, że to super nielogiczne 😉

Sama dziś nie wiem, czy to była dobra strategia, bo przydatność moich prezentów hand-made oceniam bardzo słabo. Daję sobie jednak medal za odwagę i wytrwałość (dla babci kiedyś wyszywałam na prezent obrazek z owieczką do ostatniej minuty przed kolacją wigilijną). No właśnie, aby prezent hand-made można było określić jako minimalistyczny, wystarczy, że nie będzie musiał wylądować na wysypisku śmieci i choć trochę będzie przydatny. Moje przykłady trafionych prezentów hand-made, które dostałam lub dałam:

  • tkane podkładki pod kubki
  • zdjęcie babci z młodości w ramce
  • samodzielnie ususzone zioła
  • domowe pierniczki w fikuśnych kształtach
  • wyszywana zakładka do książki (na to miałam regularne zamówienia u babci)
  • domowa nalewka (czule wspominam pewną pigwówkę)
  • peeling solny (szkoda, że sama nie umiem takiego zrobić)
  • nie znam nazwy tego cuda – uszyte z materiału, wypełnione lawendą, do podgrzania i położenia na ciało dla rozluźnienia mięśni (ufff)

Jak to prezent hand-made może nie być minimalistyczny? Tak, tak, niestety w dzieciństwie fantazja mnie ponosiła i produkowałam przedziwne rzeczy, które naprawdę nikomu nie były potrzebne, np. woreczek z pachnącymi ziołami. Stroik czy inny świecznik, chociaż hand-made, nadal może skończyć jako łapacz kurzu.

3. Wybierają niematerialne prezenty

Nie kupować, nie robić, to co mądralo radzisz? Radzę się zastanowić nad innym wymiarem przyjemności. Są takie prezenty, które zmieniają życie. Na przykład ja dostałam karnet na jazdę konną. Gdyby nie to, nigdy pewnie bym się nie odważyła spróbować. Dziś konie to moja niedzielna odskocznia.

Niematerialny prezent na święta to z drugiej strony wyższa szkoła jazdy. Zauważyłam, że jeśli nie znamy dobrze obdarowywanej osoby, wtopa jest wysoce prawdopodobna. Znam takich, co z weekendu w spa wcale się nie ucieszyli, bo to kłopot – jechać gdzieś, a masażu wcale się nie musi lubić. Jeśli jednak masz pewność, że wiesz, o czym marzy obdarowywany możesz zaszaleć: warsztaty kulinarne, bon na prywatne lekcje tańca, wyjazd w góry – co ja zresztą będę czarować, możliwości jest milion. Znam chłopca, który zamarzył sobie rundkę Maluchem i ją dostał 😉

4. Unikają problematycznych prezentów

Jest też czarna lista prezentów. Pozornie niewinnych, ale tak trudnych do dopasowania do odbiorcy, że aż głowa boli:

  • Ubrania – ja w każdym sklepie mam inny rozmiar przedział od 34 do 38, co wybierzecie? O guście ubrań nie wspomnę, chociaż od męża dostałam 10 lat temu t-shirt z Potworem Ciasteczkowym i mimo że jestem na niego stanowczo za stara – wciąż go noszę po domu. Taka jestem teges szmeges.
  • Kosmetyki – wiele kobiet ma swoje upodobania, ja np. nie kupuję kosmetyków marek testujących, a czasem niestety takie dostaję. Czy wyrzucam? Wiadomo, że nie, bo byłaby to podwójna strata, ale żal mi, że czyjeś pieniądze z dobrych chęci poszły do kiepskiej firmy.
  • Wystrój wnętrz – każdy jest tak wyczulony na swoją prywatną przestrzeń, że kiepskim pomysłem jest wciskanie komuś obrazu, wazonu, wielkiego zegara z takim złotym jakby bukietem suszonych kwiatów (true story), może lepiej jakiś bon do sklepu czy coś?

Przy okazji podkreślę (tu moja twarz staje się pochmurna i groźna), że pies, kot czy inne zwierzę to zakazany prezent. Nie i już.

Jak ktoś na poważnie chce się zaangażować w opiekę nad zwierzęciem, nie potrzeba do tego świąt. Zwierzę nie jest też dla dziecka. Nawet, jeśli dziecko o tym marzy, za zwierzę odpowiada wyłącznie dorosły. Nie masz czasu, nie chcesz, ale dzieciątko tak prosi? Odpuść, Twój 7-latek nie będzie wyprowadzał psa o 6 rano, ani biegał z kotem do weterynarza. Przypomnij sobie też, dokąd jeździcie na wakacje, a ostatecznie zrozumiesz, czy zwierzę pasuje do tego scenariusza.

5. Nie kupują choinki

O w mordę, bez choinki? Ja nie mam choinki od paru lat. Kiedyś uwielbiałam. Sztuczna choinka to błąd, ale jak już się ją ma – to trudno, oby wyrzucić ją jak najpóźniej. Niech spełnia swoją rolę. Jak to mówią nawarzyłeś piwa, to teraz je wypij. Będzie drapak, straszak, ale trudno ubieraj!

Żywa? Bardziej eko, a jednak jakoś mi nie pasuje idea drzew, które rosną tylko po to, żeby za chwilę trafić do domu na tydzień, a potem na śmietnik. Uwielbiam zapach choinki, jej zieleń, ale rezygnuję z niej. Pewnie miałabym więcej dylematów, ale koty zdecydowały – drzewo w domu jest do wspinania się, więc muszę mieć je na uwadze i zapobiegać katastrofie budowlanej w święta 😉

Co zamiast choinki? Ja co roku idę do lasu w poszukiwaniu idealnej suchej gałęzi. Najlepsze są takie maksymalnie rozgałęzione gałęzie. Takie z małymi odnogami. Gałąź taką ubieram w bombki i lampki i jest pięknie. A po świętach można odnieść do lasu, niech sobie leży. Zauważcie, że jej niczym nie maluję i nie smaruję, bo takiej bym już nie odniosła.
A z ciekawostek: w dzieciństwie ubierałam bluszczyk babci 😀

6. Nie kupują świątecznych ozdób

Święta u Griswoldów to mój ulubiony film na gwiazdkę. Biedaczek Griswold jednak trochę przesadza z dekoracją domu. Wjechało mu na ambicję – przepala instalację elektryczną, spada z dachu. Mi to nie grozi, ale nauczyłam się powstrzymywać od kupowania zbędnych świątecznych akcesoriów:

  • figurek świątecznych
  • talerzy z motywem świąt
  • świątecznych obrusów
  • stroików
  • swetrów świątecznych
  • sukienek na kolację wigilijną, które krzyczą – tej to się powodzi.

Kiedyś było inaczej, ale z biegiem czasu zrozumiałam, że te rzeczy, chociaż ładne i budują klimat świąt, lądują na dnie szafy na 11 miesięcy. Nie chodzi o kasę. Na coś trzeba wydawać, co mi tam. Chodzi o to, że jak na tak mało używane przedmioty, stanowczo ponosimy za duży koszt: przechowywanie, utylizacja, a przecież za rok już będą niemodne.

Oświadczam, że nie zamierzam być Scroogem i psuć Ci Świąt. Dekoruj, oświetlaj, ale z rozmysłem. Bez zmieniania tego, co roku, bez zostawiania lampek na noc. A przede wszystkim rozejrzyj się, co natura nam dała:

  • szyszki
  • obłamane gałązki z igłami (nie ucięte specjalnie na tę okazję ;))
  • pieczone plastry pomarańczy
  • jabłuszka w całości
  • orzechy (świetnie prezentują się na stole w wysokim słoju)
  • ozdoby zrobione z papieru (no dobra tego natura nie dała, ale papier jest mniej problematyczny niż plastikowy mikołajek)

Uwielbiam pomysł robienia domu z piernika. To najbardziej zero-waste dekoracja jaką znam. Niestety nie mam do tego ani piekarnika, ani umiejętności, ale podziwiam.

7.Odpuszczają

Na koniec, moja złota zasad – dużo, dużo dystanstu. Przymykanie oka. Opisałam bardzo wymagające zasady minimalisty. Nie znam nikogo, kto by się ich twardo trzymał. Wychodzę jednak z założenia, że im bardziej wymagające reguły, tym więcej uda nam się z nich wdrożyć.

W Święta więc odpuszczam i staram się kreatywnie podchodzić do tego, co życie i Mikołaj mi przynoszą. Sprzątam tak tylko trochę, nie pod szafkami. Gotuję tak tylko trochę, resztę zamawiam w ulubionej restauracji. Odwiedzam tak tylko na chwilę, zanim będę musiała rozmawiać o polityce, weganizmie i równouprawnieniu z osobami, które się do tego nie nadają. Bardziej odpoczywam niż świętuję. Staram się nie popadać w obżarstwo, bo już nie raz popadłam i wiem, że po tym jest więcej żalu niż radości. Mam zawsze w planie spacer.

A ponieważ nie jestem wierzącym i praktykującym katolikiem, święta nie są dla mnie najważniejszym czasem w roku. Odpuszczam więc. Po co mi te nerwy.

Bagienna

Jestem tu, żeby Wam było łatwiej, weselej i spokojniej w życiu.

Related Articles

Slow Life
Jak przestać myśleć o pracy? Patenty sprawdzone na własnej skórze.
Wielu z nas myśli o pracy po pracy. Urlop, weekend, święta - nieważne, człowiekowi po nocach śni się praca i...
Czytaj
Slow Life
Powolne kino, czyli filmy, które koją
W filmach szukam przede wszystkim powolnego tempa, życia, łagodnych emocji. Kino, które relaksuje to nie muszą być infantylne komedie, o...
Czytaj
Slow Life
Jak zacząć: joga. Porady dla początkujących
Nie jestem nauczycielem jogi. Jestem zwykłą babą z bagien, która kiedyś otrzepała błoto z kolan i poszła na jogę. Jak...
Czytaj