Jak zacząć: joga. Porady dla początkujących

Nie jestem nauczycielem jogi. Jestem zwykłą babą z bagien, która kiedyś otrzepała błoto z kolan i poszła na jogę. Jak stała, tak poszła i trochę się zdziwiła. Przechodziłam przez to, nadal uważam się za totalną amatorkę jogi, ale mam do niej tyle serca i pasji, że uwielbiam o niej gadać. Dziś se pogadamy, jak zacząć chodzić na jogę, czego się bać, czego nie i jak to zmieni Wasze życie.

Moja historia – jak zaczęłam chodzić na jogę

Pamiętam to jak dziś – byłam na studiach. Miesiącami wertowałam (no dobra, wcale nie było za bardzo, co wertować), oferty jogi w Poznaniu. Poszłabym z koleżanką, ale ona nie chce. Poszłabym, ale na stronie jak byk stoi, że musowo jest w klapkach przychodzić. Jak masz okres masz powiedzieć. Jak to? Co jest w mordę jeża, obcym mam się zwierzać? Aha, jak się najadłaś na obiad, to żałuj, na jogę 3h po jedzeniu i koniec. A ja to jadłam tak…co godzinę 🙂

Prawie wojownik III, ale po bagiennemu

Tyle przeszkód! Ale kupiłam te dziadoskie klapki, przełamałam nawet swoją duszę introwertyka i zadzwoniłam do intuicyjnie wybranej szkoły jogi, żeby się upewnić, że taka baba z ulicy, cała w bagnie, co ręką do podłogi nijak nie dotknie, może se tak po prostu przyjść na jogę. Pani od jogi powiada – no pewnie, że może, byleby się nie spóźniła.

Tego dnia spadł śnieg. Kochane dzieci, dorastające w 2021 roku, w czasach jak ciocia Bagienna była młoda jak padało śniegiem to tak po kolana. Tak było wtedy. Zaspy na chodnikach. Zimno, ciemno i się nie chce. Polazłam mimo to. Ubrana jak na Sybir, bo zimno. Dwie pary skarpet, a na jogę strój jak to na jogę: bluzka na długi rękaw, spodnie długie, szkoda, że nie czapka z pomponem do tego. Jak widzicie zacząć jogę czasem nie jest łatwo.

Bardzo dobrze to pamiętam, dlatego rozumiem Was, że macie opory. Przygotowałam więc małą zgapę jak pójść pierwszy raz na kogę. Zgapcie jak to zrobić i czego nie robić, a zobaczycie, będzie fajnie na jodze.

Jak pójść pierwszy raz na jogę?

To proste i trudne jednocześnie. Można źle pójść na jogę i potem pisać na prawo i lewo, że to jakaś nuda i oszukaństwo. Dlatego polecam:

Wybierzcie kameralną szkołę jogi

Teraz to już nie te czasy i jogę znajdziecie wszędzie: w fitness klubie, szkole tańca, a samych szkół jogi jest na pęczki. Sama zaczynałam w kameralnej szkole jogi, która była wielkości mojego mieszkania (czyli mała dziupla jak dla wiewiórki i jej orzechów). Plusem takich miejsc jest to, że nauczyciel ma szansę poznać każdego ucznia, pomóc mu, skupić się na nim.

Uwielbiam to i dziś też chodzę do maleńkiej szkoły jogi, w której nauczycielka zna moje imię i możliwości. Ale są też większe szkoły jogi, czy do nich nie warto chodzić?

Warto, ale tam jest na zajęciach nawet 20-30 osób jednocześnie. Nauczyciel nawet jakby chciał, to nie pozna wszystkich. Jest rotacja osób.

Takie zajęcia są super, jak już macie swój rozum w jodze i wiecie, o co chodzi z różnymi asanami. Bo tam rzadko ktoś podejdzie i Wam powie, że warto byłoby inaczej kolanko wygiąć, bardziej w prawo stópkę postawić i w ogóle to nie w to lewo się skręcacie.

Moje małe jogowe marzenie, żeby kiedyś zrobić pięknego tancerza. Uda się? 😉

Kupcie matę do jogi

Maty w szkołach są, to fakt, ale pożyczanie maty do jogi na dłuższą metę to mało higieniczne rozwiązanie. Na jodze ciało się poci. Pocą się stopy i dłonie – może wcale nie Wasze, tylko dziesiątek osób, które weszły na tę samą matę przed Wami. Na serio chcecie potem kłaść na taką matę swoją twarz? Może chcecie, ja nie bardzo.

Na drugich zajęciach już kupiłam matę – zazwyczaj są dostępne w szkołach jogi, gdzie dodatkowo dostaniecie poradę, jaką matę wybrać i jak ją czyścić. Może nie jest to tani zakup, ale warto. Ja kupiłam swoją pierwszą matę za około 100 zł. Zwykła z PCV, ale służyła mi przez dobrych kilka lat. Nie była to najlepsza mata, bo ślizgałam się po niej jak namydlona, ale parę trików i było ok. Dziś mam korkową i podróżną kauczukową, a mężu przejął moją matę z PCV (nie, luzik, to nie ta pierwsza ;)).

W takich miejscach wolę pozować jogowo niż tak jak wszyscy. Instynkt jogi.

Ubierzcie się jak na wf, ale z obcisłą koszulką

Mój strój na pierwszą jogę już znacie. No więc na następnej lekcji byłam już poprawnie ubrana: leginsy do kolan, obcisła koszulka na ramiączkach, bose stopy – żadnych bluz, skarpet i innych strojów na zimową przechadzkę. Chyba że wybieracie się na yin jogę, to spoko – można przyjść nawet w swetrze, ale na pozostałe style, wybierzcie ubrania sportowe, bo się spocicie. Szczególnie, jeśli nieświadomi niczego, jak ja (no co, brzmiało fajnie), zaczniecie przygodę z jogą od Ashtangi 🙂

A co z tą obcisłą koszulką? Dużo jest skłonów, jest pies z głową w dół i inne pozycje, w których skończycie z twarzą we własnym t-shircie. Po co sobie tak utrudniać? Faceci czasem ćwiczą z gołą klatą (omg, wiem, kto to widział ;)), dziewczyny w sportowych topach.

Skłony? Porażka. Skręty? No, no, całkiem się skręcam 😉

Wybierzcie styl jogi zgodny z Waszym temperamentem

U mnie to się zmienia cały czas, ale znam osoby wierne jednemu stylowi przez lata. Long story short:

  • Ashtanga – ja od niej zaczęłam, a to najbardziej wymagająca forma jogi, jaką poznałam. Robicie cykl tych samych asan (pozycji jogi), doskonaląc się w nich. Hektolitry potu gwarantowane. Dla mnie to była rewelacyjna forma medytacji. Na Ashtandze nie da się odpłynąć myślami do garnka z zupą, który czeka w domu. Będziecie sapać i jeszcze to sapanie liczyć, bo każdy ruch to kolejne sapnięcie (nauczyciel Wam powie, że oddech, ale nie wie co mówi). Wyjdziecie z mokrymi gaciami, włosami i czerwoną twarzą. Będzie fajnie.
  • Styl Iyengara – bardziej statyczna joga, w asanach wytrzymuje się długo. Dla mnie to trudne, a na drugi dzień czuję, że byłam na jodze. Ważne jest odpowiednie ustawienie ciała, dlatego stosuje się pomoce: kostki, krzesła, paski, bolstery, koce itp. Nie możecie zrobić asany, bo za diabła nie dotkniecie nawet czubkiem paznokcia do ziemi? Spoczko – podstawią Wam kostkę pod rękę i fiku miku już dotykacie do ziemi. Pot będzie, bo to wygląda na dużo łatwiejsze niż jest.
  • Vinyasa – klimat Ashtangi, jeśli chodzi o zmęczenie i spocenie. Przy czym asany się zmieniają. Nauczyciel układa swoją sekwencję, więc zawsze jest coś nowego. Dynamiczne formy jogi są super dla osób sztywnych jak ja. Dopiero nagrzana, spocona mam jakiekolwiek efekty i przestrzeń w ciele. Jestem bardziej elastyczna. Też tak macie? To zapraszam na vinyasę.
  • Yin – joga, w której się relaksujemy w asanach, czyli robimy je świadomie tak na 70% możliwości (no co, na oko liczę ;)), a ciało widzi, że jest nam wygodnie w asanach i traktuje je jako naturalne pozycje. Rozluźnia się, relaksuje i rozciąga. Brzmi lekko, ale ponownie podkreślam, dla sztywnych osób nie jest łatwo. Ja na yin umieram, więc unikam 😉
  • Hatha – czyli w sumie nic. Każda joga jest hatha, ale utarło się, że klasyczna joga (co to niby jest?) nazywa się hatha jogą. Fanką takiej nazwy nie jestem, bo byłam już na hatha jodze, która przypominała mi yin, która była jak Iynegar i jak vinyasa, tak że serio – nazwa wytrych. Warto więc spytać prowadzącą lub prowadzącego, jak wyglądają jego zajęcia.
Z utrzymaniem równowagi nie miałam nigdy problemów, więc to lubię 🙂

Jesteście początkujący – pogódźcie się z tym

Na jodze spotkacie osoby, które mogłyby spać w szpagacie i biec na tramwaj na rękach. No i co z tego? Ja praktykuję jogę z różną intensywnością od 12 lat. Na początku byłam studentką i miałam czas. 3h jogi dziennie to była moja codzienność. Nawet nie musiałam się specjalnie motywować, no bo co innego miałam do roboty? Wtedy faktycznie widziałam efekty.

Dziś pracuję, głównie siedzę, moje ciało jest spięte i na serio nikt by nie powiedział, że mam cokolwiek wspólnego z jogą, gdyby oceniał mnie, po mojej elastyczności. Dlatego nie oglądajcie się na innych, nie porównujcie, bo każdy ma inne ciało i inną intensywność praktyki.

Robicie to dla siebie, a nie na konkurs najlepszego jogina. Nie musicie rozciągać się przed jogą, schudnąć, żeby iść na jogę, ani nic z tych rzeczy. Po prostu jak stoicie, tak idziecie na jogę i będzie dobrze.

Joga to nie tylko rozciąganie. To dużo pracy z siłą mięśni. Mały kruczuś na obrazku 😉

Jak zacząć chodzić na jogę? Ubrać się i wyjść!

Joga jest dla każdego, bo jest tyle możliwości, że na jodze jest miejsce i dla młodego, starego, sztywnego, elastycznego, silnego, słabego, ciężarnej, chorego (oczywiście po konsultacji z kim trzeba), dla kobity, dla chłopa. No każden jeden tu się odnajdzie. Co więcej, wcale nie musicie po miesiącu udowadniać, że macie efekty. Wystarczy, że czujecie się lepiej. Nic nie musicie od jogi chudnąć, ani przypakować. A już na pewno nie musicie zdawać egzaminu ze szpagatu. Życzę cudownego roku z jogą! Dajcie znać, jeśli udało Wam się rozpocząć tę niesamowitą przygodę. Chętnie poznam Wasze historie.

Bagienna

Jestem tu, żeby Wam było łatwiej, weselej i spokojniej w życiu.

Related Articles

Slow Life
7 pomysłów na minimalistyczne święta
O Świętach niejedno słyszałam: że są dla dzieci, że to magiczny czas, że wtedy gasną wszystkie spory. Nie da się...
Czytaj
Slow Life
Jak przestać myśleć o pracy? Patenty sprawdzone na własnej skórze.
Wielu z nas myśli o pracy po pracy. Urlop, weekend, święta - nieważne, człowiekowi po nocach śni się praca i...
Czytaj
Slow Life
Powolne kino, czyli filmy, które koją
W filmach szukam przede wszystkim powolnego tempa, życia, łagodnych emocji. Kino, które relaksuje to nie muszą być infantylne komedie, o...
Czytaj