Powolne kino, czyli filmy, które koją

W filmach szukam przede wszystkim powolnego tempa, życia, łagodnych emocji. Kino, które relaksuje to nie muszą być infantylne komedie, o których zapomina się zaraz po skończeniu filmu. Jeśli tak jak ja lubicie zmysłowe filmy, leniwe, proste historie, to sprawdźcie koniecznie, czy widzieliście wszystkie z mojej listy. A jak czegoś tu brakuje, to piszcie koniecznie, bo mam głód takich filmów.

 

Dla kogo łagodne kino?

Nie lubię filmów akcji. Mam wrażenie, że w moim życiu jest tak dużo akcji, że jak mam coś oglądać, to chcę właśnie spokoju. Chcę karmić się prostym życiem. Tak się złożyło, że najprościej o takie filmy w kinie europejskim. Może zresztą nie jestem obiektywna, bo nawet najbardziej banalne francuskie filmy oglądam z pełnym zaangażowaniem. Najgorszy francuski film to moim zdaniem dzieło sztuki przy najgorszym amerykańskim filmie. Ciekawe, jakie są Wasze odczucia. Jakie są filmy z mojej listy? Przede wszystkim:

  • powolne – historia toczy się bardzo powoli, z uwagą skupioną na detalach
  • zmysłowe – jest w nich dobre wino, radość z odczuwania smaków, dźwięków i zapachów
  • łagodne – nie ma tu strzelania, pościgów, afer kryminalnych; owszem, przemoc czasem się zdarza, ale nie jest ona główną osią filmu
  • dla każdego – to są filmy, które rozumie się coraz lepiej z wiekiem, ale nie oznacza to, że nie można ich obejrzeć, będąc nastolatkiem, a nawet dzieckiem
  • inspirujące – te filmy sprawiają, że chce się tak żyć, a jednocześnie docenia się drobiazgi, po wielu filmach natychmiast biegłam po dobre wino (ehh, ci Francuzi ;)), ale nie o taką inspirację mi chodzi 😉 Nie cierpię promowania picia alkoholu, ale w tych filmach nie ma tego typowego amerykańskiego zapijania nerwów po pracy i smutków, tylko degustowanie, smakowanie.

Jestem z tych bab, które z większości takich filmów wychodzą z kina zalane łzami, ale to dobrze, to są dobre łzy, więc nie ma się, czego bać. Ja na te filmy reaguję uśmiechem, gęsią skórką i łzami właśnie. Jeśli interesują Was takie efekty, to zapraszam do obejrzenia kojących filmów z poniższej listy 😉 Aha, kolejność filmów na liście nie ma tu żadnego znaczenia, trudno mi powiedzieć, który film jest lepszy, bo każdy bardzo lubię i wspominam tak samo.

 

1. Paryż może poczekać

Film amerykański, ale z akcją we Francji. Żona zapracowanego męża ma się z nim spotkać w Paryżu. Jak się tam dostać? Podwózkę proponuje współpracownik męża, Francuz. Gość z fantazją, który umie cieszyć się życiem i nie zamierza tak po prostu dotrzeć do Paryża najkrótszą trasą i cześć. On się nie spieszy. Żyje powoli. Je, pije, cieszy się życiem. Cudowny film, który sprawi, że pobiegniecie do sklepu po wino, ser i bagietkę. 

2. Nasz najlepszy rok

Sama się dziwię, że polecam ten film, bo uważam w głębi serca, że jest nudny. No dobra, jest nudny, ale coś spowodowało, że jednak go nie wyłączyłam. Snuje się powoli. Może urzekła mnie lokacja na rodzinnej winnicy. Robienie i kosztowanie wina. Rolnictwo, jakiego w Polsce nie ma. U nas raczej rzepak niż winogrona 😉 Tłem więc jest prowadzenie winnicy, natomiast wątkami głównymi perypetie rodziny, która trochę się pogubiła. Ten wyjechał i się nie interesował, tamten tęsknił, więc się pogniewał, ojciec umiera, wszystko się wali. No i co z tego? Mają wspólny cel – kontynuować rodzinne dziedzictwo w produkcji wina. Po swojemu – degustują wino bez wypluwania, nie jak porządniccy i dobrze się przy tym bawią. Bardzo podoba mi się też postać kobieca. Mnie koi. Możecie sprawdzić, co Wam szkodzi.

3. Podróż na sto stóp

Uwielbiam takie mikrohistorie. Mikro, bo dzieją się w małym świecie, gdzieś daleko, gdzie życie wygląda zupełnie inaczej. W małej miejscowości francuskiej naprzeciwko wykwintnej, typowo francuskiej restauracji otwiera się gwarna hinduska knajpeczka. Taka, w której jest głośno i wesoło. Historia pokazuje dynamiczne relacje między obiema restauracjami, w tle jest miłość do jedzenia, ale i miłość pomiędzy dwoma szefami kuchni. Po tym filmie mur beton zachce Wam się francuskiego omletu, więc zaopatrzcie się w co trzeba. Dużo gotują, dużo macają pięknego jedzenia.

 

4. Wielkie piękno

Tu jedzenia akurat nie będzie. Nie wiem, czy umiem opisać ten film. Jest nieopisywalny, ale zgodny z tytułem – piękny. Pokazuje ostatnie lata życia mężczyzny, który niczego sobie nie odmawiał. Żył wystawnie, ale czy to było takie ważne? Co jest naprawdę pięknem w naszym życiu? Jak się domyślacie odpowiedź jest prosta – relacje, uczucia. Niesamowita realizacja tego filmu odbiera dech. Niektórych scen nie da się zapomnieć i teraz nawet jak piszę, to chce mi się ryczeć ze wzruszenia.

5. Julie i Julia

Ze wszystkich wymienionych tu filmów, to chyba taki najbardziej znany, puszczany w telewizji, więc czuję, że Was nie zaskoczę. Nie mogę jednak przemilczeć tego filmu, bo zrobił na mnie ogromne wrażenie. Historia dwóch kobiet zakochanych w gotowaniu, realizujących się, mimo przeciwności. Oglądałam to milion razy, a z chęcią obejrzałabym go jeszcze nie raz. Film bazuje na historii Julii Child, która w USA zasłynęła ze swoich kulinarnych programów, luzu, jaki pokazywała w kuchni i ogromnej dawki pozytywnej energii. Uwielbiam ją. Ta druga – Julie, to też prawdziwa postać, chociaż ja poznałam ją dopiero w filmie. Dużo jedzenia, a jeszcze więcej inspiracji, aby robić swoje, nawet przy akompaniamencie szyderczego śmiechu. 

 

Dawać mi tu więcej!

Jeśli czyta mnie ktoś, kto te filmy widział i zna podobne, zaklinam, podzielcie się tymi filmami ze mną. Chyba nie chcecie, żebym do końca życia relaksowała się ciągle przy tych samych filmach 😉 Filmy, które koją to nie jest propozycja dla każdego, ale zalecam je, szczególnie jak macie ochotę rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady, bo to taka mała namiastka. Całusy!

 

Bagienna

Related Articles